|
|
Linus Benedict Torvalds, twórca jądra systemu Linux, zapytany w jednym z wywiadów o to, czym tak naprawdę jest system operacyjny, odpowiedział przewrotnie, że jest to duży i zaawansowany program, którego nikt nie używa. To (z pozoru absurdalne) stwierdzenie nabiera głębokiego sensu, gdy zastanowimy się nad rolą, jaką w założeniu powinien pełnić każdy OS. Mowa o roli milczącego nadzorcy, który kontroluje pracę innych programów, nie ingerując jednocześnie w działania samego użytkownika komputera (oczywiście w ramach przyjętych reguł). Wszyscy wiemy jednak doskonale, że taki model jest już w zasadzie niespotykany. Twórcy współczesnych systemów operacyjnych decydują nie tylko o tym w jaki sposób informacje są przetwarzane na naszych komputerach, ale także z jakich aplikacji powinniśmy korzystać. W założeniu. Sprawdźmy jak wygląda rzeczywistość. Popularyzacja komputerów osobistych, niezwykle szybki rozwój technologii informatycznych oraz komercjalizacja oprogramowania istotnie zmieniły oblicze systemów operacyjnych. Stają się one coraz prostsze w obsłudze, atrakcyjniejsze wizualnie i bardziej niż kiedykolwiek przygotowane do ciężkiej pracy związanej z obsługą multimediów. Równocześnie jednak w coraz większym stopniu narzucają nam one własną filozofię działania, między innymi za sprawą doboru „jedynego słusznego” oprogramowania, które dostarczane jest wraz z nimi. Zjawisko to nabrało rozpędu głównie za sprawą działań dostawców komercyjnych, w ślad za którymi poszli także twórcy systemów otwartych. W efekcie niemal każdy nowy OS zawiera domyślny odtwarzacz multimedialny, program pocztowy czy przeglądarkę internetową. Ta ostatnia jest dla nas, jako firmy zajmującej się badaniami internetu, szczególnie interesująca. Sięgnąwszy po wyniki badania gemiusTraffic sprawdziliśmy z jakich przeglądarek stron internetowych korzystają Europejczycy używający różnych wersji systemu operacyjnego Windows. Dlaczego oni? Z trzech powodów. Po pierwsze – Windows jest najpopularniejszym systemem pracującym na komputerach osobistych, co sprawia, że analiza preferencji jego użytkowników kreśli bardzo szeroki obraz rynku. Po drugie – niedawno byliśmy świadkami premiery systemu Windows 7, który (w przeciwieństwie do swego poprzednika) szybko przekonuje do siebie użytkowników i staje się wdzięcznym obiektem obserwacji. Szczegółowe dane na ten temat dostępne są na stronach serwisu gemiusRanking (http://ranking.pl/en/ranking/operating-systems.html). I po trzecie – Microsoft oraz rozwijana przez niego przeglądarka stały się ikonami zjawiska masowej ewangelizacji użytkowników. Firma, będąc stałym adresatem zarzutów związanych z praktykami monopolistycznymi polegającymi na dołączaniu Internet Explorera do każdej kopii systemu operacyjnego Windows, wraz z premierą jego najnowszej wersji dała swym klientom możliwość wyboru przeglądarki internetowej. Wybór ten, choć dokonywany od zawsze, dziś stał się jeszcze ciekawszym zjawiskiem, któremu w 10 wybranych krajach starego kontynentu przyjrzeliśmy się nieco bliżej.
Skoro nie ulega wątpliwości, że Internet Explorer ponosi największe fiasko wśród użytkowników Windows 7, poszliśmy o krok dalej i przyjrzeliśmy się jednemu dniu spędzonemu w internecie przez jego użytkowników z różnych krajów Europy. Analiza przyniosła bardzo ciekawe spostrzeżenia, zgodne z trendem obserwowanym przez Gemius już od dłuższego czasu.
Rynek przeglądarek internetowych nie różni się od innych – tutaj także działania wolnej konkurencji ostatecznie wszystkim wychodzą na dobre. W szczególnej mierze – użytkownikom. Po usunięciu ostatnich ograniczeń odzyskali oni możliwość swobodnego wyboru oprogramowania. Ponieważ udowadniali wielokrotnie, że są w pełni świadomymi konsumentami dokonującymi przemyślanych wyborów, nowa epoka w historii przeglądarek nie powinna być rewolucyjna. Prawdopodobnie jednak wyjaskrawi kolory na mapie ich popularności. [ linkuj artykuł ]
napisz do autora
Wielu ekonomistów uważa, że Boże Narodzenie to jedno z ważniejszych kół zamachowych światowej gospodarki i bacznie przygląda się świątecznym wydatkom Amerykanów. To podobno skuteczny sposób na szybkie szacowanie ogólnych nastrojów konsumpcyjnych, jak i przyszłorocznej kondycji wszystkich powiązanych systemów ekonomicznych. Ponieważ wpływ gospodarki amerykańskiej jest ogromny, a rynki działające w całkowitej próżni nie istnieją – można powiedzieć, że zgodnie z tym założeniem święta w Stanach Zjednoczonych decydują o tym, jak rozpoczyna się nowy rok na całym świecie. Cóż, czy dobrobyt w Europie zależy od ilości lalek Barbie sprzedanych za oceanem – tego nie wiemy. Z całą stanowczością możemy jednak stwierdzić, że Boże Narodzenie to bardzo ważny czas dla branży e-commerce. Choć święta już dawno za nami, wiele firm oraz kupców handlujących w internecie nadal liczy zarobione pieniądze. My w tym czasie zmierzyliśmy aktywność internautów, dzięki którym pieniądze te mogły trafić do ich kieszeni. Ponieważ analizowanie złożonych statystyk nie dla wszystkich jest zajęciem ciekawym, przyjrzeliśmy się dokładnie danym z czternastu monitorowanych przez Gemius rynków internetowych w Europie, wybierając ciekawe i najbardziej znamienne obserwacje. W okresie od października do grudnia 2009 roku wiele radości badawczej dostarczyli nam Węgrzy, Polacy i Rosjanie. Dane na temat liczby odsłon wygenerowanych przez nich w okresie zakupów świątecznych na stronach sklepów internetowych oraz serwisów aukcyjnych znajdują się poniżej.
Tak wygląda model ogólny. Należy jednak pamiętać, że użytkownicy internetu nie zachowują się identycznie. Na podstawie dokonanych obserwacji wyodrębniliśmy trzy najciekawsze typy zmian aktywności towarzyszące świątecznym e-zakupom. Każdy z nich, podobnie jak rola teatralna, zagrany został w ubiegłym roku przez internautów z różnych europejskich rynków. Zobaczmy zatem obsadę owych ról w wielkim spektaklu zwanym kupowaniem. Rosjanie – w czasie świąt grają rolę dość typowych konsumentów – są aktywni, ale jednocześnie wyraźnie spolaryzowani. Liczba odsłon towarzyszących zakupom w internecie osiąga w Rosji wysoki poziom w październiku. W ubiegłym roku w tym miesiącu przeciętny rosyjski internauta wygenerował ponad 25 odsłon odwiedzając sklepy online oraz blisko 93 goszcząc na stronach aukcji internetowych. W listopadzie 2009 roku ruch w „świątecznym interesie” osłabł, by ponownie wejść na najwyższe obroty w grudniu. Wówczas zapewne do głosu doszli wielcy zapominalscy, którzy świąteczne zakupy odłożyli na ostatnią chwilę. Oni jednak dali nowe tchnienie głównie aukcjom internetowym, liczba odsłon dla których ponownie poszybowała w górę, przekraczając poziom 200 milionów (71,32 odsłony w przeliczeniu na przeciętnego użytkownika). Polacy – oni w czasie świąt nieco bardziej przekonują się do sklepów internetowych, na stronach których generują z miesiąca na miesiąc systematycznie coraz więcej odsłon. W 2009 roku liczba tych, które wygenerował przeciętny polski internauta odwiedzający sklepy online wzrosła od 50,75 w październiku do blisko 58 w grudniu. Pomimo iż dysproporcja pomiędzy aktywnością na stronach sklepów i aukcji internetowych w Polsce jest ogromna (na korzyść tych drugich), wraz ze zbliżającymi się świętami zainteresowanie aukcjami w tym kraju relatywnie słabnie. Astronomiczna liczba odsłon wygenerowanych przez przeciętnego polskiego internautę na platformach aukcyjnych w październiku 2009 roku (ponad 372) zmalała do grudnia tego samego roku o blisko 32 odsłony. Wydawać by się mogło, że czas zakupu upominków świątecznych to w Polsce potencjalnie lepszy okres dla właścicieli sklepów internetowych, jednak należy pamiętać, że spadek aktywności na aukcjach internetowych nie koniecznie musi wiązać się ze spadkiem ich aprecjacji. Wręcz przeciwnie – przyczyną tego stanu rzeczy mogą być równie dobrze udane październikowe lub listopadowe zakupy. Węgrzy – oni w ubiegłym roku zagrali rolę bohatera o złożonej osobowości. Podobnie jak Polacy – w ciągu trzech miesięcy przedświątecznej gorączki systematycznie i nieprzerwanie zmieniali swoją aktywność na witrynach e-commerce. Swoją rolę Węgrzy potraktowali jednak bardzo poważnie i nadali jej wyjątkowy koloryt. To właśnie oni (w odróżnieniu od wielu innych grup internautów) nie dali się zwariować. Wprawdzie wzrost liczby odsłon wygenerowanych na stronach sklepów online w przeliczeniu na użytkownika jest widoczny (16% w ciągu 2 miesięcy), jednak jego relatywna wielkość oraz dynamika nie wskazują na to, aby w czasie świątecznych zakupów Węgrzy zaczęli interesować się ich ofertą w sposób szczególny. Co ciekawe, szybciej niż użytkownicy z innych krajów tracili zapał do przeklikiwania się przez tysiące aukcji internetowych. Tylko w okresie od października do grudnia 2009 roku średnia liczba odsłon na użytkownika dla serwisów aukcyjnych spadła z poziomu 228,24 do nieco ponad 160. Wielki spektakl o zakupach świątecznych w internecie to pasjonujące widowisko. Poza wymienioną trójką bohaterów gra w nim cała plejada gwiazd. Warto bacznie obserwować jego coroczne premiery, w czasie których różnorodne dane oraz wielowątkowa fabuła inspirują do coraz skuteczniejszych działań. Jeśli okres świątecznych zakupów potraktujemy jako wrażliwy sensor sektora e-commerce, obserwacja i szczegółowa analiza zachowań e-konsumentów w tym właśnie okresie jawi się jako trafna wykładnia natury i potencjału rynku. Wykładnia bogata w praktyczne wskazania. Wykładnia jasna dla przedsiębiorców oglądających uważnie cały spektakl. [ linkuj artykuł ]
napisz do autora
W kolejnym tygodniu wyjątkowo długiej w tym roku zimy proponujemy coś rozgrzewającego. W skutej lodem i pokrytej grubą warstwą śniegu Europie postanowiliśmy odnaleźć prawdziwie gorące miejsce, w którym atmosfera nie zamarzła jak Morze Bałtyckie. Wybór nie był trudny. Tej zimy najwyższą temperaturę oraz żywe emocje zapewniła kampania prezydencka na Ukrainie. Kampania, którą żył nie tylko cały kraj nad Dnieprem, ale również jego sąsiedzi i niezliczone media. My przyjrzeliśmy się bliżej serwisom informacyjnym w ukraińskim internecie, by tym samym spojrzeć w zwierciadło, w którym na co dzień przeglądają się poglądy polityczne e-Ukraińców. Internauci to w końcu prawie 8 milionów obywateli tego kraju. Liczby nie kłamią. Po długim okresie stagnacji oraz krótkotrwałym spadku zainteresowania witrynami informacyjnymi w okresie letnim, w czasie kampanii prezydenckiej użytkownicy internetu na Ukrainie odzyskali dawną formę i ponownie zaczęli interesować się bieżącymi wydarzeniami w kraju. Trudno się dziwić. Tegoroczne wybory to zdaniem wielu obserwatorów jedno z najważniejszych wydarzeń w historii ukraińskiej demokracji od czasów Pomarańczowej Rewolucji.
Już pobieżna analiza internetowych serwisów informacyjnych na Ukrainie daje wyobrażenie o ich roli w życiu politycznym tego kraju. Od początku kampanii wyborczej witryny tego typu pękały w szwach pod naporem artykułów, których kolumny zdobiły zdjęcia dwóch osób – Julii Tymoszenko i Wiktora Janukowycza. Początek boomu informacyjnego w ukraińskim internecie przypadł na przełom września i października 2009. To wówczas liczba użytkowników, którzy odwiedzili serwisy newsowe monitorowane w ramach badania gemiusAudience powiększyła się o ponad 560 tysięcy Real Users. Znalazło to swoje oczywiste odzwierciedlenie we wzroście zasięgu tych witryn, który w październiku ubiegłego roku wyniósł 49,83%. Choć internetowe serwisy informacyjne przyciągnęły w ten sposób ponad 7% internautów na Ukrainie (co pozwoliło im zgromadzić połowę krajowej widowni), realny wymiar ich renesansu widoczny jest jednak gdzie indziej.
Obserwacja tempa wzrostu liczby odsłon generowanych w kolejnych miesiącach na wszystkich stronach informacyjnych odwiedzanych przez ukraińskich internautów pozwala w pełni uzmysłowić sobie siłę wpływu, jaki na tą część rzeczywistości online wywarła kampania prezydencka. Okazuje się bowiem, że Ukraińcy w czasie jej trwania nie tylko zaczęli tłumniej odwiedzać, ale także coraz intensywniej eksplorować serwisy newsowe. Po istotnym spadku aktywności użytkowników w sierpniu 2009 roku, od września liczba odsłon na stronach z bieżącymi wiadomościami rosła bardzo szybko i już w listopadzie 2009 roku osiągnęła wartość niemal 148 milionów. Wydawałoby się, że trend ten powinien utrzymać się aż do dnia wyborów. Nic bardziej błędnego. Grudzień 2009 przyniósł wyraźne obniżenie przedwyborczej gorączki, które ujawniło się zarówno w postaci spadku łącznego zasięgu serwisów newsowych (do poziomu 46,95%), jak i całościowego wolumenu odsłon wygenerowanych na tego typu stronach (do 136 milionów). Czy temat wyboru nowej głowy państwa szybko przejadł się ukraińskim internautom? Niewykluczone, choć warto nie zapominać o dwóch rzeczach. Po pierwsze – ostatnia prosta przed wyborami bardzo często rodzi pozornie arkadyjską „ciszę przed burzą”. Po drugie – grudzień jest miesiącem wyjątkowym, w którym polityka schodzi na drugi plan wydarzeń. Boże Narodzenie oraz gregoriański Nowy Rok (jako święta dalece umiędzynarodowione) nie przechodzą bez echa także wśród prawosławnych Ukraińców. I na koniec rzecz najważniejsza. Wybory to bitwa jak każda inna – ktoś wygrywa, ktoś przegrywa, a ktoś inny się bogaci. Kto w ukraińskim internecie zyskał na kampanii prezydenckiej? Z podniesionym czołem wychodzą z niej bez wątpienia dwa wiodące serwisy newsowe: Redtram i Korrespondent, które niezmiennie utrzymują pozycje liderów branży. Wśród innych jej przedstawicieli brakuje wielkich tryumfatorów, choć wielu graczy (pomimo spadku popularności jaką przyniósł koniec roku) poprawiło swoje notowania w rankingu stron monitorowanych przez Gemius. Dlaczego? Głównie za sprawą dwóch poważnych spadków. Mowa o serwisach unian.net i pravda.com.ua, które notując duże straty, ustąpiły miejsca innym witrynom. Spadek popularności drugiego z nich był szczególnie istotny. Serwis pravda.com.ua, tracąc ponad 5 punktów procentowych zasięgu, opuścił w grudniu 2009 podstawową dziesiątkę witryn informacyjnych, torując drogę awansu stronie tsn.ua. Od października 2009 roku tracił on także sukcesywnie swój udział w łącznym czasie spędzonym przez ukraińskich użytkowników internetu na wszystkich serwisach newsowych.
Jak pokazuje życie, kampania wyborcza to nie tylko próba sił polityków i ich programów, ale także ważny sprawdzian dla mediów informacyjnych. W ukraińskim internecie tej zimy działo się naprawdę bardzo wiele. Wybory prezydenckie okazały się ważną lekcją dla wszystkich wydawców. Dla wielu z nich była to lekcja pokory. Pozostaje mieć nadzieję, że nie zostanie ona zapomniana. [ linkuj artykuł ]
napisz do autora
|

autorzy


