Strona główna
5 lutego 2010
Bartosz Wardziński

Kafejki lakmusowe

Kafejki internetowe. Zapomniany relikt przeszłości czy wciąż żywy element fizjologii internetu? Skoncentrowani na rankingach witryn, pieniądzach wydawanych na reklamę online oraz szybkości łączy coraz częściej zapominamy o tym, jak wiele mogą nam one powiedzieć o charakterze i kondycji rynku internetowego. A co dokładnie mówią? Czas na małe śledztwo.

Zacznijmy od ustalenia miejsca stałego pobytu przeciętnego internauty w regionie Europy Środkowej i Wschodniej. Czy łatwo jest go dziś spotkać w cyberkafejce? Okazuje się, że nie. Pójdźmy zatem dalej. Współcześnie z internetu można korzystać niemal wszędzie – sieć łączy nie tylko coraz większą liczbę komputerów, ale także konsole do gier, sprzęt RTV, urządzenia mobilne (telefony, smartfony, palmtopy, odtwarzacze muzyki). Zgodnie z tym, co podpowiada intuicja, przeciętnego internautę powinniśmy widywać często w pociągu, w parku czy na zakupach. Czy tak też jest? Jeszcze nie teraz. Gdzie zatem najczęściej korzystamy z internetu? Cóż, proces udomawiania tego medium sprawił, iż na dobre rozsiedliśmy się w naszych wygodnych fotelach. Niemal 89% użytkowników internetu z 10 wybranych rynków regionu CEE (Bułgarii, Białorusi, Czech, Estonii, Chorwacji, Węgier, Litwy, Łotwy, Słowacji i Ukrainy) korzysta z sieci w zaciszu własnych czterech ścian, a 35,5% internautów z tych krajów wykorzystuje ją w miejscu zatrudnienia.


Wykres 1.
Średni odsetek użytkowników łączących się z internetem w domu i pracy na 10 wybranych rynkach regionu CEE (listopad 2009); źródło: Bułgaria – gemiusAudience (data collected using Synovate research); Białoruś – gemiusAudience; Czechy – NetMonitor - SPIR - Mediaresearch & Gemius; Estonia – gemiusAudience (data collected using TURU-UURINGUTE AS research); Chorwacja – gemiusAudience; Węgry – gemius/Ipsos Fusion Data; Litwa – gemiusAudience; Łotwa – gemiusAudience; Słowacja – AIMmonitor - AIM - Mediaresearch & Gemius; Ukraina – gemiusAudience

Czy tak duży odsetek osób przyznających się do korzystania z internetu w domu i pracy oznacza, iż na stałe opuściliśmy miejsca publiczne, takie jak kafejki internetowe czy biblioteki? Okazuje się, że również nie. Co więcej, w tym miejscu kończą się podobieństwa między rynkami regionu, a zaczyna najciekawszy etap śledztwa.


Wykres 2.
Odsetek użytkowników łączących się z internetem w miejscach publicznych (kafejkach, bibliotekach itp.) oraz szkołach/uniwersytetach w Bułgarii, na Ukrainie i Białorusi (listopad 2009); źródło: Bułgaria – gemiusAudience (data collected using Synovate research); Ukraina – gemiusAudience; Białoruś – gemiusAudience

Popularność kafejek internetowych oraz publicznych punktów dostępu do internetu zdaje się być dość czytelnym wskaźnikiem identyfikującym rynki znajdujące się na wczesnym etapie rozwoju. Nieudomowiony internet jest wciąż żywy tam, gdzie szybki wzrost zainteresowania siecią wyprzedza realne możliwości jej ekspansji. Porównując przedstawione powyżej zestawienia wyników badania gemiusAudience z danymi na temat internetu w Europie Środkowej i Wschodniej zawartymi w raporcie „Do You CEE?” (dostępnym bezpłatnie na stronie internetcee.com) oraz ogólną wiedzą o regionie, łatwo zauważyć istotną prawidłowość. Cyberkafejki cieszą się największym wzięciem na tych rynkach, na których obserwujemy:
- wciąż jeszcze niski (choć najszybciej rosnący) poziom ogólnej penetracji internetu,
- relatywnie niski poziom penetracji internetu szerokopasmowego,
- utrzymujące się, wysokie ceny dzierżawy łączy internetowych,
- relatywnie nienajlepszą kondycją makroekonomiczną kraju,
- zaległości w zakresie informatyzacji szkół i uczelni wyższych.
I tak, podczas gdy w większości krajów regionu odsetek użytkowników internetu (Real Users), którzy deklarują korzystanie z kafejek internetowych rzadko przekracza 2%, w Bułgarii niemal 20% z nich przyznaje się do częstego korzystania z takiej właśnie formy dostępu do sieci. Ciekawym pod tym względem rynkiem jest także Ukraina, gdzie w listopadzie 2009 roku nieco ponad 6% internautów łączyło się z internetem w kafejce. Co ciekawe, w styczniu tego samego roku odsetek ten wynosił aż 16%. Skąd tak wielki spadek? Przyczyn może być oczywiście wiele, ale warto nie zapominać, że wśród wszystkich rynków monitorowanych przez Gemius to właśnie Ukraina w latach 2007-2009 wykazała się największą dynamiką przyrostu populacji internautów, a więc i rozwoju samego internetu (wzrost przekraczający 80% w skali zaledwie dwóch lat).


Wykres 3.
Odsetek użytkowników łączących się z internetem w miejscach publicznych (kafejkach, bibliotekach itp.) oraz szkołach/uniwersytetach w Estonii, na Słowacji, Litwie i w Czechach; źródło: Estonia – gemiusAudience (data collected using TURU-UURINGUTE AS research); Słowacja – AIMmonitor - AIM - Mediaresearch & Gemius; Litwa – gemiusAudience; Czechy – NetMonitor - SPIR - Mediaresearch & Gemius

No dobrze, a więc kafejki umierają śmiercią naturalną wraz z rozwojem internetu, który coraz lepiej czuje się w domu. Spostrzeżenie dość oczywiste, ale czy jedyne? Nie. Ich obserwacja dostarcza jeszcze dwóch ważnych wskazań.
Po pierwsze – kafejki zdają się pełnić rolę papierków lakmusowych odzwierciedlających potencjał rynków online. Z reguły są popularne tam, gdzie wyraźna potrzeba korzystania z internetu spotyka się jeszcze z barierą koniunkturalną. I rzeczywiście, według danych Międzynarodowego Funduszu Walutowego, w 2009 roku dochód narodowy brutto Bułgarii wyrażony miarą parytetu siły nabywczej (oddającego realną wartość dochodu obywateli, a więc i ich możliwości w zakresie konsumpcji mediów) wyniósł nieco ponad 89 miliardów dolarów. Dla porównania, w tym samym czasie Czechy zanotowały prawie trzykrotnie większy dochód (254,4 miliardów dolarów).
Po drugie – realną alternatywą dla komercyjnych kafejek internetowych są (z reguły darmowe) rozwiązania oferowane przez szkoły i uczelnie wyższe. Bez trudu można zauważyć, że w krajach cieszących się stosunkowo dobrze zinformatyzowanymi placówkami dydaktycznymi odsetek osób korzystających dzięki nim z internetu jest odpowiednio wysoki (od ponad 10% w Estonii i na Słowacji do prawie 19% w Czechach). Na porażkę kafejek wpływa zatem nie tylko proces udomowiania, ale także upowszechniania i liberalizacji dostępu do internetu.

Czy warto przyglądać się kafejkom internetowym? Zdecydowanie tak. Historia ich powstawania, rozkwitu i zaniku kreśli historię samego internetu. Pozwala obserwować rozwój rynku oraz samych internautów, którzy stopniowo usamodzielniają się w zakresie dostępu do sieci i dojrzewają do pełnienia przeróżnych ról w internecie. Monitoring popularności kafejek to także dobry sposób na szybkie wychwytywanie rodzących się możliwości inwestycyjnych. Można rzec, że gdy umiera kafejka, rodzi się rynek.

linkuj artykuł ]

napisz do autora > inne opinie autora >

 

2 lutego 2010
Magdalena Wiktorska-Gąsiorowska

gemiusStream – porwał nas strumień

Nieco ponad rok temu, 5 stycznia 2009, na naszym blogu powstał wpis prezentujący możliwości badania oglądalności i słuchalności treści multimedialnych w internecie. Wpis ten przybliżył Czytelnikom m.in. metodologię nowego badania gemiusStream, które w niedługim czasie od pojawienia się tejże publikacji na blogu, wzbudziło duże zaciekawienie rynku. Co więcej, rok 2009 również przyniósł rosnące zainteresowanie tematem treści multimedialnych.

Wykorzystanie materiałów audio i wideo to dziś jeden z najważniejszych trendów w działalności  wielu podmiotów, nie tylko wydawców i reklamodawców, ale także firm z branży FMCG, e-commerce i wielu innych. Ponadto, deklaracje uzyskane od internautów pozwalają stwierdzić, iż przyszłość należy do treści multimedialnych. Fakt ten potwierdziły wyniki naszych badań, w tym raport „Audio i wideo w sieci” ze stycznia br., z którego wynika, że ponad 80% internautów deklaruje kontakt z materiałami wideo w sieci (serwisy wideo, telewizja p2p, telewizja internetowa), a ponad połowa korzysta z radia internetowego.

Pomiar materiałów multimedialnych w sieci stanowi jednak nie lada wyzwanie, gdyż wymaga przygotowania rozwiązań dla każdego rodzaju playerów, które występują w internecie (zamknięte i otwarte kody źródłowe, Winamp, filmy embedowane, banery wideo i in.). Dzięki wytężonej pracy „zespołu streamowego” w Gemius, dziś, po roku współpracy z Klientami biorącymi udział w testach narzędzia, dysponujemy dojrzałym produktem. Nie oznacza to oczywiście, że prace na gemiusStream się zakończyły. Stale tworzymy nowe rozwiązania dedykowane dla kolejnych playerów oraz nowe sposoby prezentacji danych. Zmiany wprowadzane są na bieżąco, pod czujnym okiem i za rekomendacją Klientów, dzięki czemu gemiusStream, niejako tworzony również przez swoich użytkowników, staje się coraz lepszym, narzędziem do pomiaru treści multimedialnych.

Dzięki tak właśnie zorganizowanej pracy powstało kompleksowe rozwiązanie do pomiaru wideo. Obsługujemy wszystkie playery flashowe, także te umieszczone w banerach reklamowych oraz playery z zamkniętym kodem źródłowym. Opracowaliśmy także rozwiązanie dla filmów embedowanych, czyli filmów Klienta dystrybuowanych na innych serwisach.

Kolejnym etapem rozwoju produktu jest przygotowanie pełnego rozwiązania dla pomiaru streamingu audio.  W tej chwili, przy współpracy z Klientami z rynku radiowego m.in. z Polską Stacją, opracowujemy pomiar kolejnych form dystrybuowania radia w sieci (rozwiązanie dla serwerów shoutcastowych i Winampów opartych na tych właśnie serwerach oraz pomiar radia słuchanego przez telefony komórkowe). Serwery shoutcastowe stanowią protokół, przez który przesyłane są zakodowane pliki mp3. Nasze rozwiązanie opierałoby się na serwerze Proxy, który pośredniczyłby w tej komunikacji. Prace trwają.

Jedną z najcenniejszych danych dostarczanych w tej chwili przez badanie, poza m.in. bardzo szczegółowymi informacjami o oglądalności bądź słuchalności materiałów czy też czasie, który użytkownicy (cookies)  spędzają przy odtwarzaniu materiałów, jest oczywiście dostęp do informacji o profilu społeczno- demograficznym widowni oraz informacje o użytkownikach Real Users1.  Tego typu dane zostały udostępnione w Czechach pod koniec 2009 roku, a już w marcu 2010 będą mogli korzystać również polscy Klienci badania.

Ponadto badanie oferuje dostęp do danych geolokalizacyjnych oraz szczegółowych rozkładów sekundowych. Udostępniamy również informację na temat ścieżek wizyt użytkowników odtwarzających materiały multimedialne. Co więcej, przy równoczesnym wykorzystaniu badania gemiusTraffic łączymy ruch ze strony z ruchem rejestrowanym na playerach i przedstawiamy całe schematy wędrówki odbiorców przekazu między stronami, a playerami na nich umieszczonymi. Dane te stanowią kluczowe źródło wiedzy o zaangażowaniu użytkownika w konsumpcję danego serwisu czy portalu.

W ciągu 2009 roku udało nam się nawiązać bliską współpracę z przeszło 20 Klientami z Polski, w tym: MTV Networks Polska, GG Network, TVP, Redefine, IPLEX, PINO, 180 HB, (wśród Klientów testujących rozwiązanie znajduje się także tvn24.pl), a także wieloma Klientami z zagranicy, w tym komitetami zrzeszającymi wydawców z danego rynku. Badanie gemiusStream jest obecne na rynku duńskim, węgierskim, czeskim, austriackim oraz norweskim. Warto podkreślić, iż znaczące podmioty na rynku internetowym powołują się na nasze badania.

Stale wzrastająca liczba Klientów zainteresowanych pomiarem kontentu multimedialnego oraz ilość publikacji pojawiających się na łamach prasy internetowej świadczy o tym, że w roku 2010 tematyka audio i wideo w internecie cieszyć się będzie jeszcze większą popularnością. Gemius oczywiście odpowie na wzmożone zainteresowanie rynku poprzez dostosowywanie badania gemiusStream do bieżących potrzeb wszystkich Klientów, a także poprzez dzielenie się wiedza i doświadczeniem z osobami, które pragną poszerzyć swoją wiedzę w tym zakresie. Zgodnie z tym założeniem, przy współpracy z TVP oraz Grupą RMF, przygotowujemy raport „Audio i wideo w sieci”. Praca ta zawierać będzie bardzo szczegółowe informacje o zachowaniach i opiniach użytkowników korzystających z treści multimedialnych w internecie. Serdecznie zapraszam do lektury. 

Zachęcam również do zapoznania się z opiniami naszych Klientów na temat gemiusStream:

Krzysztof Łada, Dyrektor Biura Reklamy GG Network S.A.

.

1. Estymowana liczba internautów z wybranej grupy celowej, którzy dokonali przynajmniej jednego odtworzenia wybranego materiału w danym miesiącu.

linkuj artykuł ]

napisz do autora > inne opinie autora >

 

29 stycznia 2010
Bartosz Wardziński

Social net-fighting?

Lepiej późno niż… później. Tak w skrócie można podsumować ostatnie wyniki serwisu facebook.com w Polsce. Sześć lat po swojej premierze światowy lider branży social networking zaczyna podbijać serca polskich użytkowników internetu. Co ciekawe, początek wzrostu jego popularności zbiega się w czasie z pierwszym w historii istotnym spadkiem zasięgu serwisu nasza-klasa.pl – giganta wśród wszystkich platform społecznościowych działających na polskim rynku. Przypadek czy przedsmak pojedynku Dawida z Goliatem? Warto to sprawdzić.

Rok 2010 w Polsce został już okrzyknięty przez marketerów i branżę reklamową rokiem Facebooka. Dlaczego? Za sprawą wiedzy i wiary. Wiedzy, ponieważ fakt, iż jego gwiazda zaczyna świecić coraz jaśniejszym światłem na niebie polskiego internetu dla nikogo już chyba nie stanowi tajemnicy. Wiary, ponieważ nikt nie spodziewa się zmiany obserwowanego trendu. Najwyższy czas zatem na uporządkowanie wiedzy i skonfrontowanie wiary z faktami.

Wykres 1. Zmiany zasięgów serwisów nasza-klasa.pl i facebook.com w Polsce (czerwiec 2009 – listopad 2009)

Źródło: Megapanel PBI/Gemius

Druga połowa roku 2009 w Polsce była dla Facebooka szczególnie ważna. Liczba odwiedzających go internautów rosła szybko i systematycznie. W ciągu zaledwie sześciu miesięcy serwis ten zwiększył swój zasięg ponad dwukrotnie (z 8,1% w czerwcu do prawie 18% w listopadzie 2009 roku). Oznacza to, iż w tym czasie Facebook zainteresował prawie 1,8 miliona polskich internautów i pod koniec ubiegłego roku zgromadził widownię przekraczającą trzy miliony użytkowników (Real Users). Biorąc pod uwagę tempo rozwoju internetu w Polsce, gdzie bezwzględny wzrost popularności witryn poddawany jest stałej korekcie, wynik ten bez wątpienia zasługuje na uwagę. Jednocześnie rodzi pytanie o to, czy jesteśmy światkami genezy błyskotliwej kariery gracza ze słonecznej Kalifornii? Duża część polskiej blogosfery wierzy, że tak. My posiadamy odpowiednie dane.

Wykres 2. Zmiany zasięgów serwisów iwiw.hu i facebook.com na Węgrzech (czerwiec 2008 – listopad 2009)

Źródło: gemius/Ipsos Fusion Data

Monitorując internet na wielu rynkach towarzyszyliśmy Facebookowi od początków jego obecności w Europie Środkowej i Wschodniej. Wskazówek co do jego dalszego rozwoju w Polsce mogą zatem dostarczyć wyniki badania gemiusAudience prowadzonego w sąsiednich krajach regionu. Rynek węgierski, gdzie podobny wzrost popularności serwisu Facebook rozpoczął się pół roku wcześniej niż w Polsce (rozjaśniony obszar na wykresie numer 2) stanowi doskonały punkt odniesienia.

Dynamika zmian zasięgu Facebooka w obu przypadkach jest niemal identyczna. W styczniu 2009 roku serwis ten odwiedziło jedynie 8,4% węgierskich użytkowników internetu, a już w czerwcu tego samego roku ich odsetek wzrósł do niemal 16%. Co stało się dalej? Cóż, trend wzrostu popularności Facebooka nie tylko nie zmalał, ale uległ akceleracji (z 7,3 punktów procentowych w okresie styczeń-czerwiec 2009 do 8,9 punktów procentowych w okresie czerwiec-listopad 2009). Co ważne, Facebook zwiększa swoje zasięgi na obu rynkach w czasie, kiedy tracą je lokalni liderzy branży. I w tym miejscu powraca pytanie „Co się stanie z Naszą-Klasą?”.

Zdaniem Blake’a Chandlee, wiceprezesa i dyrektora Handlowego Facebook’a w regionie EMEA, celem firmy (a przynajmniej głównym) nie jest detronizacja lokalnych serwisów społecznościowych. Spora część przedstawicieli branży ma jednak odmienne zdanie i w niedalekiej przyszłości spodziewa się migracji użytkowników z Naszej-Klasy do Facebooka. A jak jest naprawdę? Parafrazując znane powiedzenie można stwierdzić, że pogłoski o śmierci Naszej-Klasy są mocno przesadzone. Okresowe spadki zasięgu w przypadku tak dużych serwisów są rzeczą naturalną. Pozostają jednak dwa pytania. Po pierwsze – czy Nasza-Klasa podzieli los węgierskiego iWiWu, który od dłuższego już czasu notuje stałą tendencję spadkową? Po drugie – czy odpływ użytkowników z Naszej-Klasy oznacza ich migrację do Facebooka? Jest jeszcze o wiele za wcześnie by odpowiedzieć na te pytania. Nie ulega jednak wątpliwości, że kiedy olbrzym kaszle, nie śpi nikt. Swojej szansy nie przespał także Facebook.

Zmianom popularności Facebooka i Naszej-Klasy już w chwili obecnej towarzyszą zjawiska, które mogą sygnalizować początek procesu przebudowy tej części polskiego rynku online.

Wykres 3. Zmiana współoglądalności serwisów nasza-klasa.pl i facebook.com w Polsce (czerwiec 2009 – listopad 2009)

Źródło: Megapanel PBI/Gemius

Co ważnego sygnalizują dane? Z całą pewnością zmiany w zakresie współoglądalności obu serwisów. W listopadzie 2009 roku ponad 22% wszystkich użytkowników obecnych na witrynie nasza-klasa.pl odwiedziło także Facebooka. Pół roku wcześniej odsetek podobnych „małych zdrad” w tej grupie internautów wynosił zaledwie 9,7%. Dodatkowo, nic nie wskazuje na to, aby trend ten miał się załamać. A co dzieje się z użytkownikami, którzy już weszli na Facebooka? Dają się wciągnąć bez reszty. W porównaniu z czerwcem 2009 roku, w listopadzie przeciętny internauta poświęcił temu serwisowi nieomal dwukrotnie więcej czasu (ponad cztery godziny). Być może krócej robił zakupy, a może zaoszczędził czas rezygnując z komentowania zdjęć znajomych? Niewykluczone, zważywszy że w analogicznym okresie skrócił swój pobyt na Naszej-Klasie o prawie dwie godziny.

Wykres 4. Zmiany średnich czasów na użytkownika dla serwisów nasza-klasa.pl i facebook.com w Polsce (czerwiec 2009, listopad 2009)


Źródło: Megapanel PBI/Gemius

Czy Goliat powinien się już bać? Na pewno powinien intensywnie myśleć o rozwoju. Facebook wielokrotnie udowadniał, że jest graczem, którego się nie lekceważy. On nie walczy o rynek – on go przenika. Jeśli w przyszłości będzie w stanie zagrozić pozycji Naszej-Klasy, będzie to niewątpliwie jeden z najciekawszych pojedynków w historii polskiego internetu. Pojedynek, który oczywiście zmierzymy i opiszemy.

linkuj artykuł ]

napisz do autora > inne opinie autora >